Tour-Tagebuch · Zu FußDziennik tras · Pieszo
26. Juli 2026 · Zwei Tage nach den 57 Kilometern nach Stromberg und dem Overnighter: die erste Tour ganz ohne Rad, zu zweit mit Nataniel. Keine Kilometer, kein Ziel, nur Augen auf für alles, was am Wegrand wächst, krabbelt und fliegt. Jede Art zählt einmal.
26 lipca 2026 · Dwa dni po 57 kilometrach do Stromberga i nocce pod chmurką: pierwsza wyprawa całkiem bez roweru, we dwójkę z Natanielem. Bez kilometrów, bez celu, tylko oczy szeroko otwarte na wszystko, co rośnie, pełza i lata przy poboczu. Każdy gatunek liczy się raz.
✓ Abgeschlossen · 26. Juli 2026Zakończona · 26 lipca 2026
Ein Rundkurs von der Haustür in Monzingen hinauf zum Waldrand, über die Höhen und wieder zurück ins Dorf: 6,6 Kilometer, 187 Höhenmeter, knapp drei Stunden. Mit GPS aufgezeichnet und hier auf die Karte gebracht, samt aller Fundorte: Jeder Punkt ist eine Art, grün die Pflanzen, orange die Tiere. Tipp den Punkt an, dann steht der Name unter der Karte, mit Link zur Art im Sammelalbum.
Pętla od progu domu w Monzingen w górę do skraju lasu, przez wzniesienia i z powrotem do wsi: 6,6 kilometra, 187 metrów przewyższenia, niecałe trzy godziny. Zapisana GPS-em i tu naniesiona na mapę, wraz ze wszystkimi miejscami znalezisk: każdy punkt to gatunek, zielone rośliny, pomarańczowe zwierzęta. Dotknij punktu, a nazwa pojawi się pod mapą, z linkiem do gatunku w albumie.
Tipp: Auf einen Punkt tippen zeigt die Art.Wskazówka: dotknij punktu, aby zobaczyć gatunek.
● Pflanzeroślina● Tierzwierzę● Sonstigesinne📍 22 Fundorte · Monzingen · 163–257 m22 miejsca · Monzingen · 163–257 m
📍 150 m
Kaum losgegangen, liegt sie schon auf dem Gullideckel: eine graue Handschwinge mit hellem Saum. Kein Zufallsfund, sondern gleich der erste Eintrag, eine Ringeltaube. Der weiße Rand an der Fahne verrät sie, unsere größte und kräftigste Taube, weit weg von der Stadttaube.
Ledwo ruszyliśmy, a już leży na pokrywie studzienki: szara lotka z jasnym rąbkiem. Nie przypadek, lecz od razu pierwszy wpis, grzywacz. Biały brzeg chorągiewki go zdradza, nasz największy i najpotężniejszy gołąb, daleko od gołębia miejskiego.

📍 205 m
Regel für heute: Gärten und Angepflanztes lassen wir links liegen, gezählt wird nur, was wild wächst. Also erst ab dem Waldrand die Kamera raus. Der erste Baum ist ausgerechnet ein Zugereister, eine Douglasie. Schön an den Mäuseschwänzchen-Zapfen zu erkennen, aber ökologisch ein Fremdkörper: nordamerikanischer Forst-Import, der heimischen Insekten fast nichts bietet. Eine Eiche ein paar Schritte weiter ernährt hunderte Arten, diese hier kaum eine. Gleich daneben klettert Efeu einen Stamm hoch, und der ist das Gegenteil: heimisch, immergrün, und mit seiner späten Herbstblüte eine der letzten Nektarquellen des Jahres. Es gibt sogar eine Biene, die Efeu-Seidenbiene, die fast nur Efeu-Pollen sammelt und erst dann fliegt, wenn im Herbst der Efeu blüht. Die Douglasie wiederum ist nach dem Küstenmammutbaum die zweithöchste Baumart der Welt und trägt ihren Namen nach dem Botaniker David Douglas.
Zasada na dziś: ogrody i rośliny sadzone pomijamy, liczy się tylko to, co rośnie dziko. Więc dopiero od skraju lasu wyciągamy aparat. Pierwsze drzewo to akurat przybysz, daglezja. Ładnie rozpoznawalna po szyszkach z mysimi ogonkami, ale ekologicznie ciało obce: północnoamerykański import leśny, który rodzimym owadom niemal nic nie daje. Dąb kilka kroków dalej żywi setki gatunków, ta tutaj ledwie jeden. Tuż obok po pniu wspina się bluszcz, a ten jest przeciwieństwem: rodzimy, zimozielony, a późną jesienią jedno z ostatnich źródeł nektaru w roku. Istnieje nawet pszczoła, pszczolinka bluszczowa, która zbiera niemal tylko pyłek bluszczu i lata dopiero wtedy, gdy jesienią kwitnie bluszcz. Daglezja z kolei jest po sekwoi wieczniezielonej drugą najwyższą gatunkiem drzewa na świecie i nosi imię botanika Davida Douglasa.


📍 220 m
Ein schattiger Hang, und plötzlich drei auf einmal. Ein Wurmfarn, uralt und ganz ohne Blüten, er streut Sporen statt Samen. Daneben ein Dickicht Große Brennnessel, für viele nur Unkraut, in Wahrheit eine der wertvollsten Pflanzen überhaupt: Kinderstube für über dreißig Schmetterlingsarten. Und die Brombeere, die dem trockenen Sommer anzusehen ist, viele Beeren blieben klein. Als Fund zählt sie trotzdem.
Cienista skarpa i nagle trzy naraz. Nerecznica samcza, prastara i całkiem bez kwiatów, sieje zarodniki zamiast nasion. Obok gąszcz pokrzywy zwyczajnej, dla wielu tylko chwast, w rzeczywistości jedna z najcenniejszych roślin: żłobek dla ponad trzydziestu gatunków motyli. I jeżyna, na której widać suche lato, wiele jagód pozostało małych. Jako znalezisko liczy się mimo to.


📍 240 m
Das erste Tier, das nicht wegläuft, weil man es kaum sieht. Ein blasser, sandfarbener Falter sitzt bewegungslos auf dem Waldboden, perfekt getarnt zwischen den trockenen Blättern. Die genaue Art bleibt sein Geheimnis, aber der Clip zeigt schön, wie gut die Tarnung funktioniert: Man muss zweimal hinschauen, um ihn überhaupt zu finden.
Pierwsze zwierzę, które nie ucieka, bo prawie go nie widać. Blady, piaskowy motyl siedzi nieruchomo na dnie lasu, idealnie ukryty wśród suchych liści. Dokładny gatunek pozostaje jego tajemnicą, ale klip ładnie pokazuje, jak dobrze działa kamuflaż: trzeba spojrzeć dwa razy, żeby go w ogóle znaleźć.
Später am Tag ließ sich dann doch ein Falter im Flug erwischen, ein anderer als der getarnte hier, und diesmal in echter Zeitlupe.
Później tego dnia udało się jednak złapać motyla w locie, innego niż ten ukryty tutaj, i tym razem w prawdziwym zwolnionym tempie.
📍 210 m
Ein kleiner Bach zwischen den Steinen, im heißen Sommer fast wie tot, kaum ein Leben zu sehen. Dann eine Schutzhütte auf einer Wiese, und darin die Suche nach Spinnen. Alte Netze über den Balken, jede Menge Spinnweben, aber die Baumeister selbst haben sich versteckt. Kein Fund, aber ein schöner Ort zum Durchatmen.
Mały potok między kamieniami, w upalne lato niemal jak martwy, ledwo widać życie. Potem wiata na łące, a w niej poszukiwanie pająków. Stare sieci nad belkami, mnóstwo pajęczyn, ale sami budowniczowie się schowali. Bez znaleziska, ale ładne miejsce, żeby złapać oddech.

📍 232 m
Am sonnigen Feldrand steht eine Königskerze, kerzengerade, mit filzig-weichen Blättern und einer Bienenweide obendrauf. Die gelben Blüten öffnen sich nach und nach von unten nach oben. Heimisch, genügsam, und für Insekten ein Buffet.
Na słonecznym skraju pola stoi dziewanna, prosta jak świeca, z filcowato miękkimi liśćmi i pasieką na szczycie. Żółte kwiaty otwierają się stopniowo od dołu ku górze. Rodzima, skromna, a dla owadów bufet.

📍 228 m
Endlich ein Bestäuber, und einer, der schwer vor die Linse geht. Eine pelzige Wildbiene steckt tief in einer Weißklee-Blüte und lässt sich beim Nektarsammeln kaum stören. Beide gehören zusammen: Der Weißklee bindet Stickstoff in den Boden und ist eine der wichtigsten Nektarquellen für Bienen, hier live zu sehen.
Wreszcie zapylacz, i to taki, którego trudno złapać w kadr. Futrzasta dzika pszczoła tkwi głęboko w kwiecie koniczyny białej i przy zbieraniu nektaru prawie nie daje się spłoszyć. Oboje należą do siebie: koniczyna wiąże azot w glebie i jest jednym z najważniejszych źródeł nektaru dla pszczół, tu widać to na żywo.

📍 227 m
Der Höhepunkt. Auf dem trockenen Gras sonnt sich ein Admiral mit weit offenen Flügeln, samtschwarz mit leuchtend orangeroter Binde und weißen Spitzenflecken. Ein echter Wanderfalter: Im Herbst zieht er zum Überwintern ans Mittelmeer und kommt im Frühjahr zurück, dabei fliegt er auffällig schnurgerade mit rund 14 km/h. Und ein Kind der Brennnessel von vorhin: auf ihr wächst seine Raupe auf. Der ganze Tag in einem Falter.
Punkt kulminacyjny. Na suchej trawie wygrzewa się admirał z szeroko rozłożonymi skrzydłami, aksamitnie czarny z jaskrawą pomarańczowoczerwoną przepaską i białymi plamami na szczytach. Prawdziwy motyl wędrowny: jesienią leci zimować nad Morze Śródziemne i wraca wiosną, lecąc uderzająco prosto z prędkością około 14 km/h. I dziecko wcześniejszej pokrzywy: na niej dorasta jego gąsienica. Cały dzień w jednym motylu.

📍 210 m
Das heimliche Maskottchen des Tagebuchs, und diesmal hält es endlich still. Ein Rehbock im rotbraunen Sommerfell grast in aller Ruhe die Wiese am Stoppelfeldrand ab. Schon in der Nacht draußen zog eins übers Feld, damals nur als flüchtiger Videobeweis. Heute reichte die Ruhe für ein richtiges Porträt und einundzwanzig Sekunden, in denen es einfach nur Reh ist.
Nieoficjalna maskotka dziennika, i tym razem wreszcie stoi spokojnie. Rogacz w rudobrązowej letniej sierści spokojnie skubie łąkę na skraju ścierniska. Już podczas nocy na dworze jedna przechodziła przez pole, wtedy tylko jako ulotny dowód na wideo. Dziś spokoju starczyło na prawdziwy portret i dwadzieścia jeden sekund, w których jest po prostu sarną.

📍 202 m
Weiter am Feldweg eine Hecke voller blauschwarzer Kugeln mit weißem Reif, die Schlehe. Roh sind sie bitter und pelzig, erst der erste Frost macht sie mild, dann werden sie zu Likör oder Marmelade. Ökologisch ein heimischer Schatz: das dornige Gestrüpp ist Kinderstube und Schutzburg für Vögel, die frühe Blüte eine der ersten Insektenweiden im Jahr, und die Früchte tragen manchen Vogel durch den Winter.
W drodze do domu żywopłot pełen niebieskoczarnych kul z białym nalotem, tarnina. Surowe są gorzkie i cierpkie, dopiero pierwszy mróz czyni je łagodnymi, wtedy stają się likierem lub dżemem. Ekologicznie rodzimy skarb: cierniste zarośla to żłobek i twierdza dla ptaków, wczesne kwitnienie jedno z pierwszych pastwisk dla owadów, a owoce przenoszą niejednego ptaka przez zimę.

📍 190 m
Jetzt aber der verdiente Boxenstopp: Pommes und ein alkoholfreies Kirner Weizen beim Alt in Monzingen, das Lieblingsbier und schön regional aus Kirn. Das Känguru-Buch aus der Verschenke-Kiste liest schon mal mit. Kein Heimweg, nur Tank auffüllen, denn die Lektion des Tages steht fest: ohne Proviant loszugehen war ein Fehler. Danach geht es weiter, es sollen ja noch ein paar Arten dazukommen.
Teraz zasłużony pit stop: frytki i bezalkoholowe Kirner Weizen u Alta w Monzingen, ulubione piwo, ładnie regionalne z Kirn. Książka o kangurze ze skrzynki „za darmo" już czyta razem z nami. Żadnej drogi do domu, tylko uzupełnić bak, bo lekcja dnia jest jasna: wyjście bez prowiantu było błędem. Potem ruszamy dalej, ma przecież dojść jeszcze kilka gatunków.

📍 175 m
Gestärkt geht es weiter, und da liegt ein ganzes Lavendel-Feld. Ehrlich gesagt kein Kind dieser Gegend, sondern ein Gartengewächs aus dem Mittelmeerraum. Aber anders als mancher Import verdient er sich seinen Platz: kaum eine Pflanze zieht so viele Bienen und Schmetterlinge an. Nur ist Ende Juli spät dran, das kräftige Lila ist schon einem staubigen Grau gewichen. Nicht die Farbe wie sonst, aber nächstes Jahr erwischen wir ihn hoffentlich in voller Blüte.
Podładowani ruszamy dalej, a tam całe pole lawendy. Szczerze mówiąc nie dziecko tej okolicy, lecz roślina ogrodowa znad Morza Śródziemnego. Ale w przeciwieństwie do niejednego importu zasługuje na swoje miejsce: mało która roślina przyciąga tyle pszczół i motyli. Tyle że koniec lipca to późno, intensywny fiolet ustąpił już zakurzonej szarości. Nie ten kolor co zwykle, ale w przyszłym roku uchwycimy ją oby w pełnym rozkwicie.

📍 172 m
Ein Feldrand voller Klatschmohn, dieses seidig zerknitterte Rot, das aussieht wie frisch ausgepackt. Jede Blüte hält nur einen einzigen Tag. Ein uralter Begleiter des Ackerbaus, heimisch, und seine Samen warten jahrzehntelang im Boden, bis die Erde einmal aufgerissen wird. Genau das ließ ihn nach dem Ersten Weltkrieg massenhaft auf den umgepflügten Schlachtfeldern aufblühen, daher die rote Mohnblume als Gedenk-Symbol. Schön auf einem Bild: die offene Blüte, die kugeligen Kapseln wie kleine Pfefferstreuer und die borstigen Stängel.
Skraj pola pełen maku polnego, ta jedwabiście pomięta czerwień, która wygląda jak świeżo rozpakowana. Każdy kwiat trwa tylko jeden jedyny dzień. Prastary towarzysz rolnictwa, rodzimy, a jego nasiona czekają w glebie dziesięciolecia, aż ziemia raz zostanie naruszona. Właśnie dlatego po pierwszej wojnie światowej zakwitł masowo na zaoranych polach bitew, stąd czerwony mak jako symbol pamięci. Ładnie na jednym zdjęciu: otwarty kwiat, kuliste torebki jak małe solniczki i szczeciniaste łodygi.

📍 183 m
Im Schatten am Waldboden leuchtet eine Ähre aus roten, orangen und grünen Beeren, der Gefleckte Aronstab. So schön er ist, so giftig: die Beeren nur anschauen, nicht anfassen. Das eigentliche Kunststück liefert er im Frühjahr: Sein Blütenkolben heizt sich richtig auf und wird bis zu 15 Grad wärmer als die Luft, um einen Aasgeruch zu verströmen. Damit lockt er kleine Mücken in eine Kesselfalle, hält sie über Nacht gefangen und lässt sie erst am nächsten Tag, mit Pollen bestäubt, wieder frei. Heimische Waldpflanze mit einem der verrücktesten Tricks der Botanik.
W cieniu na dnie lasu świeci kłos z czerwonych, pomarańczowych i zielonych jagód, obrazki plamiste. Jak piękne, tak trujące: jagody tylko oglądać, nie dotykać. Prawdziwą sztuczkę pokazuje wiosną: jego kolba kwiatowa mocno się nagrzewa, bywa nawet o 15 stopni cieplejsza od powietrza, by wydzielać zapach padliny. Tak wabi małe muchówki do pułapki, trzyma je przez noc i uwalnia dopiero następnego dnia, obsypane pyłkiem. Rodzima roślina leśna z jedną z najbardziej szalonych sztuczek botaniki.

📍 205 m
Angefangen hat der Tag mit einer Feder, und jetzt liegt die nächste da, aber eine ganz andere: grau mit klaren dunklen Querbinden. Diese Bänderung ist die Handschrift der Greifvögel, Sperber, Habicht oder Turmfalke tragen so etwas. Welcher genau, das verrät eine einzelne Feder ehrlich nicht. Aber sie sagt: hier oben zieht ein Jäger seine Kreise.
Dzień zaczął się od pióra, a teraz leży kolejne, całkiem inne: szare z wyraźnymi ciemnymi pręgami. To prążkowanie to podpis ptaków drapieżnych, krogulec, jastrząb czy pustułka noszą coś takiego. Który dokładnie, tego pojedyncze pióro szczerze nie zdradzi. Ale mówi: tu w górze krąży myśliwy.

📍 219 m
Ein mächtiger heimischer Ahorn, hoch oben im Kronendach die handförmigen Blätter, die ihn verraten. Die fein gefurchte Rinde spricht für einen Spitzahorn, aber Rinde ist ein tückischer Zeuge, also bleiben wir bei Ahorn. Ökologisch wertvoll und im Frühjahr eine frühe Bienenweide. Und jemand hat der Rinde einen Smiley verpasst, der Wald grinst zurück.
Potężny rodzimy klon, wysoko w koronie dłoniaste liście, które go zdradzają. Drobno bruzdowana kora wskazuje na klon zwyczajny, ale kora to zwodniczy świadek, więc zostajemy przy klonie. Ekologicznie cenny i wiosną wczesna pasieka. A ktoś dorobił korze uśmiech, las uśmiecha się z powrotem.

📍 222 m
An einem Stamm zieht sich eine Rotfrüchtige Zaunrübe mit spiralig gedrehten Ranken empor, ein heimisches Kürbisgewächs. Die gelappten Blätter erinnern an Efeu, die roten Beeren leuchten hübsch, sind aber giftig, also nur schauen. Aus einer dicken Rübe im Boden treibt sie jedes Jahr neu aus. An sie ist sogar eine eigene Wildbiene gebunden, die Zaunrüben-Sandbiene, die ihren Pollen fast nur hier sammelt und ohne die Zaunrübe nicht überleben kann. Nach dem Aronstab schon die zweite Schönheit des Tages, die man besser nicht probiert.
Po pniu wspina się przestęp dwupienny spiralnie skręconymi wąsami, rodzime dyniowate. Klapowane liście przypominają bluszcz, czerwone jagody ładnie świecą, ale są trujące, więc tylko patrzeć. Z grubego korzenia w ziemi co roku wypuszcza nowe pędy. Związana jest z nią nawet osobna dzika pszczoła, pszczolinka przestępowa, która zbiera pyłek niemal tylko tu i bez przestępu nie przetrwa. Po obrazkach już druga uroda dnia, której lepiej nie próbować.

📍 240 m
Wie von selbst landen die Füße wieder an der Schaukel überm Nahetal, dem Lieblingsort. Und heute merkt man hier oben vor allem eins: es weht kräftig. Der Baum am Weg biegt sich, die Wolken jagen über den Himmel. Ein böiger Westwind mit Spitzen um die 50 km/h, das ist Windstärke 7. Das erklärt auch, warum so wenige Insekten unterwegs waren: Bei dem Wind bleiben Bienen und Falter lieber im Windschatten und klammern sich fest, statt zu fliegen. Umso schöner, dass Biene und Admiral es trotzdem vor die Linse geschafft haben.
Jakby same z siebie stopy znów lądują przy huśtawce nad doliną Nahe, ulubionym miejscu. A dziś czuć tu na górze przede wszystkim jedno: wieje mocno. Drzewo przy drodze się wygina, chmury pędzą po niebie. Porywisty zachodni wiatr z porywami około 50 km/h, to siła 7 w skali Beauforta. To tłumaczy też, czemu tak mało owadów było w drodze: przy takim wietrze pszczoły i motyle wolą zostać w zaciszu i trzymać się mocno, zamiast latać. Tym piękniej, że pszczoła i admirał mimo to trafiły w kadr.

📍 235 m
Am Nahehöhenweg hängen die Zweige voller graugrüner, geweihartiger Gebilde. Keine Krankheit, kein Teil der Pflanze, sondern eine eigene Lebensform: Flechten, das Team aus einem Pilz und einer Alge, die gemeinsam als eins leben. Der buschige hier erinnert stark an Eichenmoos, dazu flache Blattflechten auf der Rinde. Das Schönste: Flechten sind ein Zeiger für saubere Luft, so üppig wachsen sie nur, wo die Luft gut ist. Ein Kompliment an diese Ecke.
Przy Nahehöhenweg gałęzie obwieszone są szarozielonymi, porożowatymi tworami. Nie choroba, nie część rośliny, lecz osobna forma życia: porosty, drużyna grzyba i glonu, które żyją razem jako jedno. Ten krzaczkowaty przypomina mocno mąkla tarniowego, do tego płaskie porosty listkowate na korze. Najpiękniejsze: porosty są wskaźnikiem czystego powietrza, tak bujnie rosną tylko tam, gdzie powietrze jest dobre. Komplement dla tego zakątka.

📍 165 m
Zurück im Dorf, am Brückengeländer der Klassiker im Balkonkasten: die Geranie, botanisch eine Pelargonie. Und die muss hier das ehrliche Gegenbeispiel sein. Sie sieht prächtig aus, bringt dem Ökosystem aber fast nichts. Aus Südafrika stammend und in gefüllten Zuchtsorten bietet sie heimischen Insekten kaum Nektar oder Pollen, Bienen und Falter fliegen meist vorbei. Anders als der Lavendel, der wenigstens füttert, ist sie reine Deko. Der ganze Tag in einem Vergleich: heimische Brennnessel gegen exotische Geranie, und man ahnt, welche der Natur mehr gibt.
Z powrotem we wsi, na barierce mostu klasyk skrzynki balkonowej: pelargonia (potocznie geranium). I to ona musi tu być szczerym kontrprzykładem. Wygląda wspaniale, ale ekosystemowi daje niemal nic. Pochodząc z Afryki Południowej i w pełnych odmianach hodowlanych oferuje rodzimym owadom ledwie nektar czy pyłek, pszczoły i motyle zwykle przelatują obok. Inaczej niż lawenda, która przynajmniej karmi, to czysta dekoracja. Cały dzień w jednym porównaniu: rodzima pokrzywa kontra egzotyczna pelargonia, i już czuć, która daje naturze więcej.

Jede Art dieser Wanderung landet im wachsenden Arten-Sammelalbum, bestimmt aus den Fotos, mit Fundort und Höhe aus den Geodaten. Heimische Arten mit dem, was sie fürs Ökosystem leisten, Importe ehrlich eingeordnet.
Każdy gatunek tej wędrówki trafia do rosnącego albumu gatunków, oznaczony ze zdjęć, z miejscem i wysokością z geotagów. Rodzime gatunki z tym, co dają ekosystemowi, importy uczciwie zaszeregowane.
→ Zum Sammelalbum (31 Arten)→ Do albumu gatunków (31 gatunków)
Das Maskottchen des Tagebuchs, endlich scharf. Rehbock im Sommerfell, in Ruhe beim Grasen.
Maskotka dziennika, wreszcie ostro. Rogacz w letniej sierści, spokojnie skubie trawę.
Der Prachtfund des Tages. Wanderfalter aus dem Süden, seine Raupe lebt von der Brennnessel.
Perła dnia. Motyl wędrowny z południa, jego gąsienica żyje z pokrzywy.
Der erste Bestäuber im Album, tief in einer Weißkleeblüte. Von ~600 heimischen Wildbienenarten kaum sicher zu bestimmen.
Pierwszy zapylacz w albumie, głęboko w koniczynie. Z ~600 rodzimych gatunków trudno pewnie oznaczyć.
Kein Unkraut, sondern Kinderstube für über 30 Schmetterlingsarten. Heimisch und unbezahlbar.
Nie chwast, lecz żłobek dla ponad 30 gatunków motyli. Rodzima i bezcenna.